Partner serwisu
15 grudnia 2016

Katastroficzne prognozy, czyli smutne, jesienne spojrzenie

Kategoria: Felietony

Jak podaje w swoich materiałach PSE, sumaryczne zdolności wytwórcze jednostek świadczących usługę interwencyjnej rezerwy zimnej dla roku 2016 to 830 MW. Wielkość godzinowa wymaganej operacyjnej rezerwy mocy (WRM) wynosi dla naszego KSE 3450 MW. Maksymalne godzinowe zapotrzebowanie brutto na moc odbiorców krajowych to dla zimy około 25000 MW, a dla lata około 22000 MW. Porównując tylko te dane, można powiedzieć, że rezerwa zimna (nawet ta opłacana, jak kiedyś były opłacane 2 bloki mazutowe w elektrowniach PAK) nie jest w żadnym wypadku wystarczającym gwarantem bezpieczeństwa (ilościowo) systemu energetycznego?

Katastroficzne prognozy, czyli smutne, jesienne spojrzenie

Koniecznym jest niepoprzestawanie na słownych deklaracjach wszystkich decyzyjnych władz właściwych dla tego zagadnienia, ale rozpoczęcie realnych działań inwestycyjnych, skutkujących odbudową zdolności wytwórczych i przesyłowych KSE. Nie jest jeszcze wystarczającą, ale dobrze, że jest, przesłanką ku temu zmiana w zapisach statutowych PGE S.A., mówiąca o tym, że PGE odpowiada za bezpieczeństwo systemu energetycznego (podobnie jak w swoim zakresie PGNiG S.A.). W deklaracji ideowej PGE, zwanej „misją firmy”, głównym celem jej działania jest w dalszym ciągu „bogacenie się akcjonariuszy”. Te priorytety należy bezwzględnie przestawić. PGE S.A. nie jest zwykłą spółką prawa handlowego, a w każdym razie nie po to ją budowano (sam dołożyłem do tego swoją cegiełkę, będąc w BOT GiE S.A.). Oprócz PGE S.A. są jeszcze trzy ogromne firmy energetyczne + PSE S.A. oraz firmy paliwowe (węgiel kamienny i brunatny), – tam również, pomimo braku prawnego zapisu o utrzymaniu większości państwowej w akcjonariacie, należy zrobić tak samo z ich statutami.

Potrzebna do tego (odbudowy KSE) jest również, a może przede wszystkim, wola polityczna płynąca od samej góry. Wola, która musi skutkować, w obliczu nieuchronnego katastroficznego scenariusza, działaniem głównie w zakresie tworzenia prawa oraz udzielania odpowiednich gwarancji dla inwestorów. Należy natychmiast zasygnalizować problem do Dyrekcji Generalnej ds. Konkurencji (na jej czele stoi Johannes Laitenberger). Jest taki czas po BREXIT, że dla trwałości UE winna ona zgadzać się na bardziej narodowe podejście do bezpieczeństwa – nie tylko militarnego, grożącego konfliktem, ale tego fizycznego, czyli załamania się stabilności systemu elektroenergetycznego w Polsce. Może to być bowiem dla Europy pierwszy przewrócony klocek domino. Co więcej można zrobić teraz, nie czekając 9-10 lat na pierwsze efekty potencjalnych inwestycji (tyle czasu upływa od decyzji do zakończenia ruchu próbnego każdego bloku)?

Jedyna możliwość zabezpieczenia się przed tytułowym smutkiem, to równoległa budowa co najmniej 1500-2000 MW rocznie. Całość programu (elektrownie, sieci, infrastruktura, nowe kopalnie węgla brunatnego – Złoczew, Gubin, Legnica) musi kosztować (w tym energetyka jądrowa) około 300 mld zł. Rozłożone na około 15 lat to 20 mld zł/ rok. Czy to dla państwa jest dużo? To zależy, jak się liczy, generalnie koszt państwa w takim przypadku to jakiś fragment kosztów gwarancji, czyli w jakiś sposób obciążenie wskaźników długu państwa, których to zobowiązaliśmy się dotrzymywać. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej – rozdział X – Finanse Publiczne normuje między innymi, iż nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń, w następstwie których państwowy dług publiczny (dla Polski teraz to około 850 mld zł) przekroczy 3/5 (60%) wartości produktu krajowego brutto, teraz to jest około 50%, czyli bardzo blisko. Z drugiej strony to rocznie „tylko” tyle, ile wynosi program 500+, czyli to nie jest dawka śmiertelna dla państwa. Mówiąc o odwadze politycznej  mam na myśli rozważania – takie które uwzględnią ryzyka właśnie polityczne w perspektywie trwania programu sanacji energetyki, czyli przez cztery kadencje sejmowe.

Mężowie stanu i patrioci muszą mieć taką odwagę, odwagę trudnych wyborów dla przyszłości, nawet kosztem dnia bieżącego. Ja tu kraczę i kraczę, ale to jest powszechny dylemat lub tzw. syndrom Kasandry – zjawisko, w którym uzasadnione obawy i ostrzeżenia są ignorowane lub uważane za nieprawdziwe. Dramatycznych ostrzeżeń Kasandry nie słuchali nawet jej rodacy, dlatego nie udało się jej zapobiec upadkowi Troi.

Jerzy Łaskawiec Wrocław, 24 listopada 2016 r.

 

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ