Partner serwisu
03 lutego 2017

Jak polski program jądrowy się zatrzymuje?

Kategoria: Aktualności

Przed poniedziałkową (30.01.2017) konferencją, mobilizującą polskie środowisko przemysłowe pod hasłem „polski przemysł dla elektrowni jądrowej”, słychać było w quasi-oficjalnych wypowiedziach Ministra Energii przekazy, że program energetyki jądrowej zostaje wstrzymany. Z kolei na konferencji usłyszeliśmy, że ponownie za kwartał zostanie określony „model finansowania” elektrowni jądrowej – komentuje prof. Konrad Świrski.

Jak polski program jądrowy się zatrzymuje?

Brak środków finansowych

W energetyce jądrowej zawsze pokładano nadzieję dywersyfikacji węglowego wytwarzania energii. O ile w latach osiemdziesiątych była konceptem, jak nie pogłębiać wpadania w jeden, monopolistyczny nurt generacji węglowej, tak ostatni program PPEJ był dodatkowo wspomagany koncepcją dostosowania się do europejskiej polityki klimatycznej i konieczności redukcji emisji CO2 (odpowiednio o 21 i 43% do 2020 i 2030). Wprowadzanie – jak planowano – 6 tys. MW w mocy zainstalowanej w atomie, miało rozwiązać nasz problem z emisją CO2. Z uwagi na niebotyczne koszty inwestycyjne, energia z nowego, jądrowego bloku będzie kosztować prawdopodobnie około 400 PLN/MWh. Z kolei dziś cena rynku hurtowego to 160-170 PLN/MWh. Obecnie, cała Europa boryka się z identycznym problemem i próba odpowiedzi na pytanie: jak inwestować w klasyczne elektrownie, kiedy cena hurtowa energii jest bardzo niska?

Budowa elektrowni jądrowej w Polsce wiąże się z ogromnymi nakładami finansowymi. Pewne jest, że żaden bank ani fundusz nie pożyczy pieniędzy na polski atom. Finansowanie inwestycji ze środków krajowych koncernów też nie wchodzi w grę wobec wyczerpania możliwości kredytowych naszych championów ratujących po kolei: górnictwo, spółkę budującą nowe bloki, odkupujących od zagranicznych inwestorów elektrownie węglowe i niebawem elektrociepłownie oraz duże bloki węglowe.

Technologia też nie pomaga

Kiedyś moce jednostkowe bloków jądrowych osiągały poziom ponad 1000 MW i było to ekonomicznie opłacalne. Obecnie, wobec silnej konkurencji elektrowni odnawialnych i pierwszeństwa OZE w dostępie do sieci – duży blok o dużej mocy to wcale nie pozytyw. Wymagania wobec jednostek wytwórczych (energetyka klasyczna) to bardzo duża elastyczność w zakresie zmiennego zapotrzebowania i rozwoju OZE, możliwość szybkich zmian obciążeń, praca na niskiej mocy w nocy, jak również łatwe odstawienia i uruchomienia. Te wszystkie właściwości nie sprawdzają się w przypadku elektrowni jądrowej, ponieważ nie do takiego modelu rynku ten rodzaj wytwarzania energii został stworzony. Warto zaznaczyć, że EJ to model z jednostkami pracującymi w podstawie przez 90% czasu w roku i to zwykle na stałej mocy, gdzie całą regulację biorą na siebie jednostki szczytowe.

Wyobrażenia vs. rzeczywistość

Poniedziałkowa konferencja „Polski przemysł dla energetyki jądrowej” to oczywiście optymistyczne wypowiedzi, w zakresie możliwości działań. Jednak ale realia nie pozostawiają złudzeń. Dotychczasowe, krajowe inwestycje są znacznie mniej skomplikowane w budowie bloki tj. gazowo-parowe i węglowe, a i tak spotykają się z dużymi trudnościami. Budowa gazowo-parowego bloku w Stalowej Woli, którego technologia jest ok. 10-20 razy prostsza niż blok jądrowy, stanęła i jest dziś pomnikiem technologicznym czekającym na pomoc. Drugi, duży blok na gaz we Włocławku notuje kolejne opóźnienia z uwagi na problemy technologiczne z fundamentami turbiny parowej. W blokach węglowych nieco bardziej skomplikowanych, także pojawiają się opóźnienia. Warto zaznaczyć, że mówimy o co najmniej 10-krotnie mniejszej komplikacji technologicznej i 5-krotnie mniejszych kosztach inwestycyjnych i w tym kontekście rozważajmy przygotowanie polskiego, a nawet i europejskiego przemysłu.

Jak polski program atomowy się zatrzymuje?

Wypowiedzi Ministra Energetyki powoli nie pozostawiają złudzeń. Bolesna prawda o niemożności realizacji projektu staje się faktem i jest powoli przedstawiana publicznie. Projektu nie da się oczywiście zatrzymać bez częściowej straty pieniędzy. Spółka PGE EJ 1, która zatrudnia ludzi i prowadzi wewnętrzne projekty, jest zobowiązania wobec grupy poddostawców. Innym aspektem są badania lokalizacyjne. Innymi słowy to kluczowe badania w zakresie określenia miejsca potencjalnej budowy. Spółka PGE EJ 1 na początku zleciła to międzynarodowemu, australijskiego konsorcjum- WorleyParsons. W rezultacie skończyło się zerwaniem kontraktu przez PGE EJ1 z uwagi na brak właściwych dostaw. Następnie, zdecydowano o wykonaniu prac samodzielnie poprzez szereg podzleceń różnym firmom. Aktualny stan prac nie jest do końca znany- koszty na pewno już są duże, a to na pewno nie koniec. Ministerstwo Energetyki całość ocenia na 200 mln, ale prof. Mielczarski raczej w okolicach od 0,5 do 1 mld PLN, co chyba jest bliższą prawdy estymacją uwzgledniającą wydatki i skutki wynikające z zatrzymania projektu.

Co jak nie atom?

Jak zatem w przyszłości skonstruować polski miks energetyczny? Śmierć atomu rozwiązuje problem „jądrowy”, ale kwestia CO2 i Pakietu Klimatycznego jest cały czas otwarta. Teraz Polska staje w obliczu celów klimatycznych ETS na 2030 i konieczności obniżenia emisji CO2 o 43%, które trzeba zrealizować poprzez energetykę odnawialną oraz gazową. W uproszczeniu w 2030 roku, polska energetyka musi kształtować się następująco: OZE – 27%, gaz – 23%, węgiel – 50%, pod warunkiem, że nie będzie znacząco większej konsumpcji energii np. spowodowanej elektromobilnością. Taki układ źródeł energii w energetycznym miksie to z kolei bolesna odpowiedź na pytanie o kształt polskiego górnictwa. Inną kwestią do zastanowienia jest dalsza budowa elektrowni oraz zapotrzebowanie na gaz. Biorąc pod uwagę analizowaną sytuację, oznacza to podwojenie importu tego surowca z zagranicy.

A co z atomem w przyszłości?

Atom ma szanse na rewitalizację i paradoksalnie pomaga mu postęp techniczny. Zakładając postępujący wzrost elektromobilności od razu widać, że więcej elektrycznych samochodów spowoduje gwałtowny wzrost zapotrzebowania na energię i przeniesienie konsumpcji ropy naftowej na energię elektryczną. Wówczas rozwiązaniem bezemisyjnym i czystym mogą być właśnie mniejsze reaktory jądrowe. Obecnie, pod nazwą SMR (Small Modular Reactors) prowadzi się prace pilotowe na jednostki mniejszej mocy od 35 do 350 MW, o uproszczonej i powtarzalnej konstrukcji. Amerykańska firma Nuscale właśnie złożyła dokumenty dla certyfikacji reaktora i pierwszej budowy w stanie Oregon. Pod koniec przyszłej dekady mogą pojawić się komercyjnie dostępne SMR-y – do wprowadzenia do energetyki w 2030, w mniej optymistycznej wersji w 2035 roku.

 

 

Źródło: newsrm.tv

fot.: 123rf.com

Tagi: atom, Elektrownia atomowa, energia jądrowa, Konrad Świrski, ME, Mnisterstwo Energii
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ