Partner serwisu
05 marca 2018

Game changers na rynku energetycznym

Kategoria: Konrad Świrski komentuje

W dotychczasowym rozwoju ludzkości, czy patrząc przez pryzmat historycznych zdarzeń czy też myśląc o technicznym progresie cywilizacji, zawsze pojawiały się tzw. game changers – nowe technologie, nowe wynalazki czy też nowe idee lub grupy społeczne, a nawet charyzmatyczni liderzy – całkowicie zmieniające dotychczasowy porządek. Po przyjściu „game changer’a” nic już nie było takie same, wcześniejsze sposoby postępowania odchodziły do lamusa, a wszyscy musieli dostosować się do nowej sytuacji. Zwykle Ci którzy pierwsi mieli w ręku tę nową jakość zdobywali nowe pola ekonomiczne i terytorialne, ale też czasami pierwsi adaptatorzy nowych rozwiązań nie wygrywali, bo następcy bardziej skutecznie wchodzili w bardziej już dopracowane, tańsze i powszechniejsze technologie.

Game changers na rynku energetycznym

Niezależnie czy będąc pierwszym czy następnym w kolejce, najważniejsze jest mieć świadomość kiedy „game changers” na prawdę się pojawiają i w odpowiednim momencie przesiąść się do tej nowej gry z nowymi regułami, bo może wygrywają pierwsi lub Ci blisko czołówki, ale na pewno przegrywają Ci ostatni, którzy cały czas jeszcze zostają przy opuszczonym już przez wszystkich stoliku. W energetyce właśnie zbliża się czas przełomu i kilka nowych zmian jest prawie na wyciągnięcie ręki.

Magazynowanie energii zaczyna być realne

Zawsze pisałem (np. tu w 2015), że pojawienie się powszechnie dostępnej technologii magazynowania energii zmieni reguły gry. Po latach prób, męki i różnorodnych doświadczeń, magazyny wychodzą na prostą i jak to w technologii bywa – najprostszym sposobem. Żadnych skomplikowanych technologii – masowa produkcja i korelacja z rozwojem elektrycznych samochodów, wprowadza bateryjne magazyny energii szturmem do energetyki. Bateryjne magazyny budowane są i rozwijane na wszystkich kontynentach. Oczywiście na pierwszej linii (przynajmniej PR-owo) zawsze widać Muska i Teslę. Największa dotychczasowa instalacja (100 MW i 129 MWh) znajduje się w stanie Południowa Australia. Musk nie byłby sobą gdyby nie podbił piłeczki jeszcze wyżej (instalacja miała być darmowa, jeśli TESLA nie dotrzymałaby 100-dniowego terminu instalacji), ale tak naprawdę poszedł po najmniejszej linii oporu i buduje magazyny z „klocków” wykorzystując swoje Powerpack 2 – przemysłowe battery storage (baterie litowe oczywiście), gdzie pojedynczy element ma już 210 kWh pojemności z maksymalną mocą chwilową 50 kW. Przy sprawnościach ładowania na poziomie 89/92% jest to już interesująca alternatywa techniczna. Magazyny więc rosną jak grzyby po deszczu i mamy już kolejne 80 MW zrealizowane w Kalifornii i następne projekty w toku. Oczywiście wciąż można znajdować jeszcze słabe punkty – żywotność i gwarancja przez 10 lat, a więc nie za wiele porównując ze „starą energetyką” (choć z drugiej strony to właśnie idealny produkt, który należy relatywnie często wymieniać) i koszt który nadal jest wyższy niż konwencjonalny backup. Trend jest jednak ewidentny, w kolejnym 5-10- leciu takie magazyny będą dominujące w naszych systemach energetycznych. Potwierdza to też Europa, podobne magazyny będzie można zobaczyć już niedługo w Camzow w Niemczech niedaleko polskiej granicy (22 MW), a w Wielkiej Brytanii rośnie właśnie największy rynek komercyjnych magazynów. Co więcej magazyny dopuszczane są jako komercyjni gracze na hurtowym rynku energii, np. w ramach niemieckiego rynku tzw. primary control reserve (PCR) albo w USA decyzją FERC z ostatnich miesięcy jako równoprawny gracz na rynku (w ciągu 3 miesięcy mają być dopracowane szczegóły udziału magazynów w handlu). Tesla prognozuje 3-krotne zwiększenie przychodów z magazynów w 2018 w porównaniu z ubiegłym rokiem, a kolejni gracze dynamicznie wchodzą na rynek. Całość jest skorelowana – baterie samochodowe – domowe magazyny bateryjne – przemysłowe magazyny dla energetyki i z uwagi, że koszty zależą tylko od skali produkcji , magazyny rosną i tanieją. A propos domowych magazynów – nowy Powerwall Tesli waży 122 kg, ma wbudowany inwerter, może magazynować 14 kWh i kosztuje 5 tys. dolarów (plus pewnie ok. 1 tys. za montaż), co może jest dalej zabawką dla bogatych, ale już można powiedzieć, że z wolna magazynowanie schodzi także „pod strzechy” .

Morskie wiatraki rosną niebotycznie

W rozwoju technologii widać zawsze następujące prawidłowości: w początkowym etapie szuka się różnych technologii, testuje alternatywne konstrukcje i publikuje wiele artykułów o różnych koncepcjach i ich szczególnych korzyściach. Jak przychodzi jednak „game changer”, skupia się jedynie na dopracowaniu drobnych szczegółów, ale przede wszystkim masowej produkcji i powiększaniu wielkości. Tak teraz złapały wiatr w żagle morskie (off shore) turbiny wiatrowe. To gałąź OZE, która dla mnie bardziej przypomina wielkie projekty energetyczne (turbiny są gigantyczne i porównywalne gabarytowo – przynajmniej na wysokość, z naszymi blokami węglowymi). Morskie turbiny wiatrowe zaczynają dominować w nowych przyrostach mocy zainstalowanej w Europie i na świecie. Tak wyglądają największe turbiny wiatrowe dzisiaj link (stan z połowy 2017). Prowadzi duński MHI Vestas V164 o jednostkowej mocy dochodzącej do 9.5MW, co pozwala budować już gigantyczne farmy. Największy europejski projekt dziś to 1,3 GW w angielskim Hornsea Project Two na Morzu Północnym (notabene tu używane turbiny Siemensa Gamesa o mocy jednostkowej 8 MW). Ale już pojawia się nowy projekt turbiny Haliade-X – można go zobaczyć na reklamówkach tutaj. GE proponuje monstrum o 260 m wysokości (trochę mniej niż Wieża Eiffla, ale już więcej niż nasz Pałac Kultury). 107 metrowe łopatki pozwalają na osiągnięcie mocy 12 MW i wg konstruktorów dadzą nawet 67 % wykorzystania mocy (Morze Północne). Heliade –X ma być dostępny komercyjnie w projektach od roku 2021. Kolejna dekada zapowiada się więc morderczo dla energetyki konwencjonalnej, przy tak szybkim postępie konstrukcji energetyki wiatrowej. Rosnące moce i spadające koszty oraz wzmiankowane powyżej postępy w magazynowaniu energii wytrącają argumenty o nieprzewidywalności produkcji i konieczności mocy zapasowej. Oczywiście jeszcze kilka lat (pewnie pełne zrównanie kosztów w okolicach 2022-2027 w zależności od regulacji antywęglowych) , końcowy wynik jak zachowają się projekty Gen III + energetyki jądrowej (na razie kiepsko) i wielkoskalowa energetyka morska zaczynie dominować. Nie mamy co prawda aż tak dobrych warunków wietrznych jak Morze Północne, ale mamy w końcu kawałek morza, a więc coś będzie wiało też z przyzwoitym współczynnikiem wykorzystania mocy.

Cały artykuł można znaleźć na konradswirski.blog.tt.com.pl

źródło: konradswirski.blog.tt.com.pl
fot. 123rf.com
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ