Partner serwisu
05 kwietnia 2018

Energetyka a przyszły kryzys finansowy czy w ogóle planujemy, że może być źle?

Kategoria: Konrad Świrski komentuje

- Rok 2018 upływa pod znakiem czekania na kolejny kryzys. Czasami drobne a czasami nawet zupełnie ostre symptomy, że znowu koła światowej gospodarki obracają się w nową pozycję. Przekonanie o nieuchronności nowego kryzysu opanowuje większość analityków, a jak wiadomo przeczucie jest właściwie początkiem wizualizacji, a wizualizacja zawsze zamienia się w rzeczywistość - pisze Konrad Świrski.

Energetyka a przyszły kryzys finansowy  czy w ogóle planujemy, że może być źle?

Kiedy w 1492 roku, Kolumb w służbie hiszpańskiej odkrywał nowy kontynent, wydawało się, że rozpoczął się jeden z największych i najwspanialszych okresów monarchii hiszpańskiej. Wielkie połacie lądu, nieprzebrane skarby i bogactwa miały gwarantować ciągły rozwój mocarstwa, które w szczytowym rozkwicie rozprzestrzeniło się na ponad 20 mln km2 i panowało nad około 13% ówczesnej światowej populacji. Rozwój potęgi Hiszpanii a zwłaszcza jej gospodarki wydawał się nie do zatrzymania. Do Europy zaczęły napływać statki ze srebrem i złotem – ocenia się, że w 100 lat po 1530 roku ilość srebra w obiegu w całej Europie zwiększyła się o 300%, a złota o ponad 20%. To wszystko służyło zakupom i inwestycjom (głównie broń i wojsko) i napędzało mocarską politykę i szybko wszczynane wojny. Bogacące się społeczeństwo i rozpoczęty konsumpcyjny rajd sięgający największych luksusów, spowodował niesamowity wzrost cen. Produkcja odchodziła w zapomnienie, bo po co produkować skoro i tak się nie opłaca – upadło m.in. słynne włókiennictwo przenosząc się do Anglii i Niderlandów, upadło rolnictwo – bo chłopi emigrowali do Nowego Świata lub wybierali bardziej opłacalne zawody zwykle w sektorze tzw. produktów i usług luksusowych. W ciągu jednego wieku po odkryciu Kolumba, Hiszpania staje się najbogatsza, najwykwintniej ubrana, najbardziej dumna i… najbardziej zadłużona, co owocuje periodycznym bankructwem już w latach: 1607, 1627, 1647 i w 1652. Okazuje się, że żadne z koncepcji ówczesnej Hiszpanii nie uwzględniały planów awaryjnych, a nadmiar pieniędzy potrafił zdeprawować gospodarkę jeszcze bardziej skutecznie niż ich brak.

Ten wzorzec powtarzał się przez wielki w kolejnych odsłonach kryzysów, zarówno wcześniej jak i później w historii. W naszej świadomości ekonomicznej jak i językowej, najczęściej przywołujemy Wielki Kryzys z 24 października 1929 roku: Czarny Czwartek, a potem jeszcze Czarny Poniedziałek gdzie kolejno akcje traciły po 12 i 13%, a sumarycznie przecena pomiędzy rokiem 1929 a 1932 osiągnęła 80%. Zwyczajowa analiza postepowania rządu amerykańskiego zasługi wyjścia z kryzysu przypisuje keynowskiej polityce interwencjonizmu prowadzonej przez Roosevelta, stawiając go w opozycji do poprzednika z wybuchu Wielkiego Kryzysu – Hoovera. Patrząc jednak dokładniej na poczynania Hoovera to nie był on czystym zwolennikiem pozostawiania gospodarki samej sobie, a raczej przekonywał wszystkich, że kryzys jest przejściowy (chcąc utrzymać poziom płac i inwestycji), a nawet rozpoczął działania interwencyjne kontynuowane potem przez Roosevelta, które tak dobrze przypominają nam obecne czasy – wzrost ceł, zatrzymanie imigracji dla ochrony własnego rynku pracy, płaca minimalna, podwyżki podatków zwłaszcza dla najuboższych i rozwinięta pomoc dla rolników.

Jakby nie było kryzysy to rzecz nieuchronna i przychodząca zawsze niespodziewanie i nie w porę. Z ostatnich lat co niektórzy pamiętają tąpniecie w latach 2008 /2009 i przeczucie, że zawsze wszystko zaczyna się od nadmiaru wirtualnych pieniędzy, jakoś niesłychanie wysokich cen akcji, i nerwowego drżenia na rynkach finansowych. To ostatnie jest już coraz bardziej trudne do opanowania, bo większość obrotów w USA (i pewnie powoli w Europie) generują już elektroniczne systemy, tzw. HTF – high frequency trading, będące zaawansowanymi algorytmami komputerowymi.

Rok 2018 upływa pod znakiem czekania na kolejny kryzys. Czasami drobne a czasami nawet zupełnie ostre symptomy, że znowu koła światowej gospodarki obracają się w nową pozycję. Przekonanie o nieuchronności nowego kryzysu opanowuje większość analityków, a jak wiadomo przeczucie jest właściwie początkiem wizualizacji, a wizualizacja zawsze zamienia się w rzeczywistość. Nerwowe ruchy amerykańskiego Dow Jones, niefortunny żart Elona Muska, początek amerykańsko-chińskiej wojny na cła – to wszystko pewnie pierwsze pęknięcia na wypolerowanym marketingowo pejzażu światowej gospodarki. Wydaje się, że wystarczy jakiś szczególnie niepokojący sygnał – zamach terrorystyczny, naturalna katastrofa, wojna na odległych terytoriach czy napięcie wojskowe na Bliskim Wschodzie – może być to ten moment, na który podświadomie czekają rynki finansowe aby znacząco obsunąć się korekcie, która może przeobrazić się w paniczną wyprzedaż. Ten scenariusz jest zawsze możliwy, a nawet coraz bardziej prawdopodobny – dlaczego więc nigdy nie rozważamy go w planach przyszłej polskiej gospodarki i polskiej energetyki.

Cały artykuł można znaleźć na konradswirski.blog.tt.com.pl.

źródło: konradswirski.blog.tt.com.pl
fot. 123rf.com
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ