Zdaniem Szczęśniaka: Ustawa wiatrakowa a trendy energetyczne Polski
Wybuchł spór polityczny o ustawę wiatrakową. Jakie jest tło tego konfliktu, czyli co się realnie dzieje w polskiej energetyce? Niektóre trendy są przewidywalne, ale są i zaskakujące…

Gdy z wód Bałtyku zaczynają wyrastać pierwsze realne źródła nowego rodzaju energii dla Polski, w Warszawie wybucha kolejny spór polityczny wokół „ustawy wiatrakowej”. Prezydent zapowiada jej zawetowanie. I choć można traktować to jako sensację sezonu ogórkowego, potraktujmy sprawę poważnie i na początek, zanim przyjrzymy się istocie konfliktu, rzućmy okiem na jego tło – jak wyglądają realne trendy energetyczne Polski.
Rekordy OZE
Pierwsza tendencja jest do bólu przewidywalna. Źródła odnawialne, pieszczoch unijnej transformacji energetycznej, ostro rozpychają się w polskim miksie energetycznym i biją kolejne rekordy. Czerwiec był pierwszym w naszej historii miesiącem, gdy produkcja energii z OZE była większa niż z węgla.
Moc bowiem w OZE jest ogromna, a już szczególnie w panelach PV, gdzie drzemią już 23,2 gigawaty. I rośnie błyskawicznie - w ubiegłym roku przybyło 4,3 gigawata, czyli moc zwiększyła się aż o 23%! Jak dumnie głosi branża: „jesteśmy jednym z liderów Europy i świata!”
W wietrze mamy mniej mocy, niecałe 11 GW. Wiatr cieszy się znacznie mniejszą przychylnością władzy ze względu na dojmującą uciążliwość dla sąsiedztwa. Zostaje więc daleko z tyłu za fotowoltaiką. Ale nie, żeby mu się jakaś krzywda działa – w ubiegłym roku moce wiatrowe wzrosły o 805 MW, a w 2023 r. – aż o 1157 MW. Więc wskaźniki wzrostu (12% w 2023 r.) wcale nie najgorsze. Łącznie moce wiatru i słońca sięgają 31 gigawatów i już o 10% przewyższają moce energetyki opartej na węglu.
Ale branża ma apetyt na więcej, a inwestorzy wiatrowi czują się dyskryminowani. Stąd tak wiele nacisków (które wytwarzają nieznośny szum medialny i spory polityczne), by odblokować możliwości budowy nowych instalacji.
Węgiel odchodzi
Ale jak zielone rośnie, to czarne upada. Trend jest tutaj także wyraźny: odchodzimy od naszego rodzimego czarnego złota, budującego kiedyś pomyślność Śląska – zasilającego rozwój tamtejszej energetyki i przemysłu ciężkiego. Jeśli w 2021 roku węgiel (kamienny i brunatny) dostarczał aż 80% energii produkowanej w Polsce, to w 2024 roku było to już tylko 57%.
Węgiel schodzi ze sceny polskiej energetyki, wypierany przez agresywnie szybko rosnące źródła pogodo-zależne. Szybko zmniejsza się więc wydobycie węgla kamiennego. Jeśli do końca 2022 roku produkcja spadała o kilka procent, to zarówno w 2023, jak i w ubiegłym roku – wydobycie zmniejszyło się o 9 procent każdego roku.
A wraz ze upadkiem węgla kurczy się Śląsk i jego miasta. Katowice - stolica najbardziej zurbanizowanego polskiego województwa, w 1987 r. liczyła 369 tys. mieszkańców, a do dzisiaj straciła ich aż jedną czwartą. Drugie największe miasto Śląska – Częstochowa, ze szczytu rozwoju w 1993 r. zmniejszyło liczbę ludności o 22%. Sosnowiec ma dzisiaj 185 tysięcy, a w 1987 r. liczył 260 tysięcy mieszkańców, czyli skurczył się prawie o 30%. Czwarte miasto… Gliwice spadło z 223 tysięcy mieszkańców w 1988 r. do 168 tys. obecnie, a więc o 25%. Uff… może już starczy…
Recesja elektroenergetyki
Powyższe trendy były dość łatwo przewidywalne, gdyż włożono w nie ogrom pracy, finansów i decyzji politycznych. Ale jest jeszcze trzeci, który rozwija się wbrew pryncypiom transformacji energetycznej, w których dominuje teza o „rosnącym zapotrzebowaniu na energię elektryczną”. Dziwne, ponieważ liczby o Unii mówią coś dokładnie przeciwnego. A to przecież najnowocześniejsza, najbardziej przyjazna forma energii w Wielkiej Transformacji Energetycznej. Jednak także Polska weszła w trend spadkowy.

wg danych ARE i GUS
Jeśli popatrzeć na polskie zużycie w ostatnich latach, widzimy dość dynamiczny wzrost zużycia do 2018 roku. Ale na tym się skończyło, zużywamy coraz mniej energii elektrycznej. I to pomimo silnego odbicia po-covidowego w 2021 roku, a nawet niewielkiego wzrostu zużycia energii elektrycznej w 2024 r. W efekcie cofnęliśmy się w ubiegłym roku do poziomu sprzed ośmiu lat. Także w bieżącym roku zapotrzebowanie spadło o 2,36%. Regres jest znaczący i niepokojący, przecież zużycie prądu miała zwiększać „nowa energia” – pompy ciepła, samochody elektryczne… A mamy ponad 800 tysięcy pomp ciepła, prawie 200 tysięcy samochodów EV… i co? Zużycie wciąż spada?
Takie są realne podstawy kolejnej burzy w szklance wody sierpniowego sezonu ogórkowego. Ale co ciekawego wystaje z nowego projektu ustawy wiatrakowej, o tym za tydzień…






Komentarze