Partner serwisu
29 października 2019

Konrad Świrski: Zamrozić ceny „prądu” na 2020? Dlaczego NIE…

Kategoria: Aktualności

Jeśli jest problem i trzeba prognozować wynik jakiś działań, zawsze można odwołać się do  doświadczeń z historii. Polska (XX-wieczna) ma duże doświadczenie historyczne w kontroli cen towarów, bo już 3 czerwca 1953 wydany został Dekret o ustalaniu cen, opłat i stawek taryfowych. Specjalnie powołana instytucja pod nazwą Państwowa Komisja Cen kontrolowała porządek na rynku (trzeba też nadmienić, że analogiczne mechanizmy istniały w wielu krajach świata – nawet w USA).

Konrad Świrski: Zamrozić ceny „prądu” na 2020? Dlaczego NIE…

W latach 80-tych ubiegłego wieku Margaret Thatcher, zapoczątkowała w Wielkiej Brytanii epokę liberalizmu gospodarczego, eliminując państwową kontrolę nad gospodarką jak to tylko możliwe, akurat w Polsce wówczas nie było takiej opcji (szalejący stan wojenny) i ówczesny rząd odpowiedział Ustawą z 26 lutego 1982 roku „o cenach”, w której  wyróżniano ceny urzędowe (wszystkie podstawowe towary, także żywnościowe), ceny regulowane (analogicznie kontrola, ale przez zrzeszenia producentów) oraz ceny umowne. W praktyce wolne ceny obowiązywały jedynie w zakresie warzyw i owoców, wobec czego jedynie w warzywach był jakiś wybór, we wszystkich innych produktach panowała stała cena – ale i stały asortyment (pamiętam z dzieciństwa, że były jedynie 2 rodzaje masła – z jasnym papierkiem i czasami lepsze ze złotym, ale każde z nich ceny miały ustalone i tożsame we wszystkich sklepach). Można powiedzieć, że panował porządek, nie trzeba było metkować cen i tych cen przy kupnie sprawdzać, bo wszystko było jasne i przejrzyste, a przy okazji wybór towarów był na tyle skromny (żeby nie powiedzieć skromniutki), że nawet dzieci mogły się wszystkich cen nauczyć na pamięć. Dziś pomysł regulowania cen w zakresie żywności czy ubrań wydaje się całkowicie absurdalny, ale koncepcja jest nadal żywa. W grudniu 2018 wróciła ona w postaci nowego prawa „o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw”,  gdzie w praktyce doprowadziła do urzędowej kontroli cen energii elektrycznej dla klientów indywidualnych oraz niektórych przedsiębiorstw. Temat przerabialiśmy przez cały rok 2019 w postaci kolejnych dwóch nowelizacji ustawy, aby w miarę przepchnąć ją w europejskim porządku prawnym oraz długotrwałą pracą nad rozporządzeniem o rekompensatach za ceny energii – co i przyniosło opuszczenie rynku przez szereg firm, powołanie rezerw w sprawozdaniach finansowych koncernów jak i pewnie długotrwałe procesy odszkodowawcze w niektórych przypadkach. O samej ustawie pisałem m.in. TUTAJ i TUTAJ.

Rok 2019 zaczyna już powoli dogasać, natomiast sama ustawa (która miała obowiązywać tylko przez rok) zadziwiająco zaczyna odżywać w niektórych  komentarzach i wywiadach politycznych i być może doczekamy się jej kolejnej znowelizowanej odsłony w 2020 roku. Poniżej kilka argumentów za tym, że przedłużanie tej ustawy nie jest najlepszym pomysłem.

Dlaczego NIE – bo tak naprawdę nie ma potrzeby

Wydaje się, że w ogóle całe zamieszanie (przynajmniej dla klientów końcowych) było zupełnie niepotrzebne i pospieszne. Wystarczyłoby tylko zmniejszenie akcyzy i opłaty przejściowej, a rachunki klientów indywidualnych byłyby tylko nieznacznie wyższe, a może i na takim samym poziomie. Rynek i ceny (w hurcie) po początkowych skokach w październiku 2018 (szczególnie w kontraktach terminowych na przyszłe lata) zaczął się bowiem stabilizować.

Cały artykuł dostępny na konradswirski.blog.tt.com.pl

źródło: konradswirski.blog.tt.com.pl
fot. 123rf.com/ zdjęcie ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ