Partner serwisu

Czas na rehabilitację polskiego węgla!?

Kategoria: Felietony

Zadzwonił do mnie mój kolega Janek z pytaniem, co ja na to i co takiego się stało, że numer 1 wygłosił powyższe zdanie. Ja na to, że właśnie to on powinien to zrobić. Pozwolił bowiem na panoszenie się od wielu lat poglądu o zmierzchu węgla, jedynej naszej gwarancji bezpieczeństwa energetycznego. I dobrze, że tak się stało, uważam, że była to swoista ekspiacja. 

Czas na rehabilitację polskiego węgla!?

Wpływowi karierowicze dobrzy z politycznego  grania, ale analfabeci z fizyki, żerowali na chęci każdego człowieka do „ratowania ZIEMI”, szkodzili sprawie bezpieczeństwa energetycznego, ale i jak się teraz okazuje również bezpieczeństwa narodowego, i  to od wielu lat. Wmówili ludowi legendę o antropologicznym charakterze zmian klimatu. Nie mają pojęcia o zasadzie zachowania masy i energii (oczywiście również zachowania momentu pędu). O tym, że pojedyncze państwo a nawet kontynent nie są w stanie same zareagować na zjawiska, które mają odziaływanie globalne. Lepiej późno niż wcale na zmianę zdania. Obawiam się jednak, że to nie wynikło z odświeżenia sobie wiedzy z liceum o prawie Ohma i prawie Kirchhoffa. Wynika to raczej z pragmatycznych  powodów.

Po pierwsze nagle dla niektórych stało się bardziej jasne, że współczesne wojny można wygrywać nie tylko czołgami, dronami czy atomem, ale po prostu przez wzięcie przeciwnika głodem. Nie ma znaczenia, czy to głód fizjologiczny, czy głód zasobów energetycznych. Nawiasem, dla Amerykanów jeszcze nie tak dawno złym snem, a nawet koszmarem, było wyobrażenie sobie, że cena benzyny za galon przekracza 4$. Może się tak stać, wtedy następne wybory rządząca partia ma przegrane i na pewno wybuchną zamieszki na Bronksie czy w Queens. Dlatego tak pilnują tam swoich spraw na Bliskim Wschodzie. U nas już dawno ta cena jest dwukrotnie wyższa, ale też ta czerwona linia wynosi jak sądzę jakieś 10 zł za litr. „Nasz bliski wschód”  okazał się naprawdę bliskim, ale głównie geograficznie i to jest ten pierwszy powód „głód energii”.

Po drugie, jak nie wiadomo, po co robi się takie wolty, to robi się je dla zwycięstwa wyborczego. Łatwo bowiem zauważyć, że wśród wyborców więcej jest takich, co fedrują węgiel, ich rodzin a nawet całych regionów niż pięknoduchów, głównie licealistek, które najpierw są na etapie wegetarianizmu, potem pacyfizmu a w końcu uduchowionej ideologii ekologicznej. Tak też można, to jest przecież prawo do samodzielnego dojścia do prawd głównych, w tym do zrozumienia istoty piramidy Masłowa. Pamiętajmy najpierw oddychanie i jedzenie.

Zbliża się triada wyborcza, najpierw Unia. Coraz bardziej się tak dzieje, że ciąży ona do konfederacji a nie federacji. Wiadomo, że w Niemczech raczej wygrają zwolennicy ekologii i swoistej ich (Niemiec) hegemonii gospodarczej, chyba że wyborcy  wyraźnie wreszcie odczują prawdę, która mówi – nie ma nic za darmo, lud musi sam zapłacić za utopijne, ekologiczne w sensie wpływu na ocieplenie klimatu, wizje władzy. W Grecji, Portugalii, Irlandii raczej zwyciężą alterglobaliści, którzy mają dość galopującego bezlitosnego, bo bezimiennego, kapitału. W Wielkiej Brytanii i być może Francji wygrają eurosceptycy. A kto ma szanse w Polsce? Stara zasada sprawowania władzy mówi: „ jeśli chcesz rządzić, odwołuj się do historii, miej wroga zewnętrznego lub ostatecznie wewnętrznego, nie rób ważnych reform przed wyborami”. Wszyscy jak widać ścigają się w korzystaniu z tych pseudozasad.

Następne wybory to samorządy. Kto się nie zorientuje, odda władzę w regionie tak jak we Francji, na Słowacji czy wkrótce w Hiszpanii. Wraca prawica. Niekoniecznie ta szlachetna, bo przecież była też taka jak frankistowska w Hiszpanii.

Trzecie to wybory do parlamentów krajowych. Niektórzy mają to już za sobą, jak Niemcy, ale większość przed sobą. Największa obawa rządzących to oprócz tego, że przeważnie nigdy do końca się nie dało zrealizować nawet dobrych planów wyborczych, fakt, że przyjdą nowi i powiedzą, że wszystko, co było, było złe. Ludzie też. Powinni za to odpowiedzieć sądownie i konstytucyjnie. „Odkują się”, jak mówią, za lata ich odsuwania od wpływu realnego na władzę. Strach ten nie powinien jednak paraliżować obecnej władzy. Proszę nie bać się reform. Zróbmy coś z energetyką.

 

   Jerzy Łaskawiec                                                                       Wrocław 2 IV 2014     

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ