Partner serwisu
18 grudnia 2015

Co z wami stało się, chłopaki?

Kategoria: Felietony

Nasze dieło prawoje – my pabiedili – taki napis jest umieszczony na awersie jednego z medali dla zwycięzców II wojny światowej, medalu nadawanego w czasach stalinowskich. Można nawet i przyznać rację tamtejszemu copywriterowi, ale obecne odwracanie treści tego hasła na „skoro zwyciężyliśmy to wszystko, co teraz robimy jest słuszne” jest absolutnie niedopuszczalne.

Co z wami stało się, chłopaki?

Podobnie nie można w dzisiejsze czasy przenosić poglądu Adama Mickiewicza, który pisze w „Reducie Ordona”, że „dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”. Wynika z tego, że jeśli tylko sprawa jest dobra (kto ma prawo defi niowania?), to można śmiało zniszczyć wszystko dookoła. Wszystko, co nie jest zgodne z naszym (ich) poglądem na świat. Co się z nami stało?

Przejdźmy do naszej (jeszcze naszej?) Energetyki. Mogę wielokrotnie zacytować innych, ale i samego siebie, gdy mówiłem, że armageddon personalny jest zdeterminowany samym faktem mającej nastąpić zmiany. Jednocześnie jego zasięg (głębokość penetracji) jest proporcjonalny do okresu oczekiwania na tę zmianę. Opamiętajmy się!

Nie może to wszystko być robione tak na ślepo. Nie może to być, jako zasada, stosowane w obszarach strategicznych, w tym w takich jak energetyka. Nie może to obejmować automatycznie wszystkich szczebli (dojdzie to nawet do szczebla dawnego przedsiębiorstwa). Nowy, spersonifikowany zarządca, oprócz cechy typu „zasłużony”, „wierny” „z ZAKONU” MUSI się na tym znać. Nie można sobie wyobrazić ordynatora na chirurgii, który nie operuje, nie można sobie wyobrazić dowódcy marynarki, który nigdy nie pływał, podobnie dowódcy lotniczego, który nie latał. Nie wyobrażam sobie biskupa, który by kiedyś przedtem nie był w seminarium.

Widzę, a jest dopiero 11 grudnia (miesiąc od „nowego”), co się dzieje w spółkach energetycznych. Nawet osoby, które niekoniecznie były na pasku poprzedniej władzy, są hurtem wymieniane na swoich, nowych. Oczywiście bez konkursów. Poprzednicy niestety robili to samo, ale się przynajmniej tłumaczyli, dlaczego. Wiem, że zwycięska, poruszająca się do przodu armia uważa, że nie może mieć na tyłach frontu obcych, nawet dobrych partyzantów.

Czy Polacy jako cała grupa są teraz aż takimi konformistami? Dlaczego zgadzają się na to wszystko bez szemrania? Czyżby utracili etos patriotyczny, etos solidnego pracownika, robotnika, przedsiębiorcy? Gdzie są uczeni? Młodzież studencka? Gdzie są ideowi weterani SOLIDARNOŚCI? Co z wami stało się, chłopaki? Co z wami stało się? Jak śpiewaliśmy na rajdach (w moich czasach).

Nadchodzi rok 2016, rok prawdy w polskiej energetyce. Tak mówią eksperci i wszyscy posiadający zmysł przetrwania. Są i tacy, którzy by coś mogli nawet zrobić, wiedzą, że tak trzeba, ale milczą. Z obawy o swój pieprzony status zawodowy (stołek czy nawet stołeczek). Brak rezerw u wytwórców (vide casus sierpniowy), niskie, niedające impulsu inwestycyjnego ceny energii dla wytwarzania, mizerne tempo instalacji na granicach systemów przesuwników fazowych  po stronie granicy niemieckiej czy też sprzęgieł AC/DC od strony systemu wschodniego (Litwa). To są symptomy katastrofy. Tragiczna starość większości bloków w elektrowniach, bez widoków na sanację.

Dla inwestora obecny status energetyki według BCG to jeszcze „dojne krowy – (cash cow), czyli inaczej żywiciele”. Kilka lat temu u nas, a jeszcze tak jest i teraz w krajach mądrzejszych gospodarczo, był to status „gwiazdy”. Już za chwilę w Polsce według inwestorów portfelowych, a tacy są w naszej energetyce w większości, grozi jej (energetyce) status „Znaki zapytania”, a zaraz potem „Psy, lub tak zwane kule u nogi”. Inwestor portfelowy ma obowiązek coś takiego natychmiast sprzedać i dać sobie spokój z taką branżą. I niewątpliwie tak zrobi, pozostawiając nasze państwo i obywateli z łapą w nocniku.

Dla naszej gospodarki, dla konsumenta energii, dla którego koszt energii, ale głównie pewność jej dostaw to nie jest sprawa bagatelna. Dla odpowiadających za bezpieczeństwo energetyczne, (jeśli tacy w ogóle u nas jeszcze są) a więc i narodowe to sprawa kardynalna. Energetyka nie nadaje się, jako zabawka, dla dużych chłopców. Proszę się w tym względzie jasno opowiedzieć (nie potrafię teraz imiennie wskazać osoby, która może być adresatem tego głosu wołającego na puszczy).

Optymista to taki pożyteczny idiota. Nie mogę i nie chcę nim być.

Jerzy Łaskawiec    

 

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ