Partner serwisu

O handlu uprawnieniami do emisji

Kategoria: Elektroenergetyka

Rozmowa z Wojciechem Jaworskim, szefem Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji i Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami, Zastępcą Dyrektora Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego ds. Zarządzania Emisjami.

 O handlu uprawnieniami do emisji

• Energetyka żyje dzisiaj kwestią derogacji. Firmy energetyczne chciałyby wiedzieć, jakie będą zasady przydziału darmowych uprawnień do emisji CO2, ile ich będzie. Zajmuje się tym Komisja Europejska. Czy mógłby pan natomiast powiedzieć, dlaczego są tak ważne dla branży?
      Ich wartość nie polega tylko i wyłącznie na tym, że dostajemy darmowe uprawnienia. Idea walki o derogacje polega na tym, abyśmy nie byli zmuszeni jednocześnie do kupowania uprawnień i obciążania ceny energii kosztami modernizacji energetyki. Wiemy, że polska energetyka musi być zmodernizowana, zastąpiona nowoczesnymi blokami, bo wiele z nich pochodzi jeszcze z lat 70. W tej sytuacji zbiegłaby się konieczność wymiany bloków, co jak wiemy jest bardzo kosztowne, z koniecznością nabywania 100 procent uprawnień do emisji, jak zakładała pierwotnie dyrektywa. Jeśli dołożyć fakt, że mamy energetykę opartą na węglu, a więc spośród państw europejskich musielibyśmy kupować najwięcej uprawnień, oczywiście koszty energii elektrycznej wzrosłyby znacząco.

Obecnie przygotowywany jest Krajowy Plan Inwestycyjny, który jest niezbędny do przyznania nam darmowych uprawnień. Co stanie się, jeśli nie zostanie przez Komisję zatwierdzony?
       Wtedy energetyka będzie musiała kupować uprawnienia na aukcjach. Przy czym Polska, decyzją Rady Ministrów, zadecydowała o utworzeniu własnej platformy aukcyjnej. Jest to kwestia łatwiejszego dostępu, bo trzeba pamiętać, że na aukcjach będzie się kupować uprawnienia nie tylko dla energetyki, ale także dla przemysłu czy częściowo dla ciepłownictwa, więc giełdy lokalne będą bliższe podmiotom gospodarczym. Komisja Europejska optuje za jedną, centralną giełdą europejską, lecz Polska chce giełdy regionalnej.

A jeśli otrzymamy derogacje, czy jest szansa, że cena energii będzie niższa?
       Nie będzie niższa tylko mniej zdrożeje, ponieważ kwoty, jakie energetyka zaoszczędzi dzięki derogacjom, będzie musiała przeznaczyć na inwestycje i modernizację.

Jeśli nie uzyskamy derogacji, o jakie się staramy, wówczas pojawi się niebezpieczeństwo ucieczki emisji. Do czego sprowadza się ta groźba?
        Oznacza to, że przemysł, który jest bezpośrednio związany z systemem handlu uprawnieniami, może „uciec” poza Europę, czyli jakby wypisać się z systemu, jak często to określamy. Przy czym są tutaj dwa aspekty. Po pierwsze, kiedy emisja przemysłowa jest na tyle wysoka, że przy przyjęciu emisyjnego wskaźnika referencyjnego, czyli z 10. proc. najlepszych instalacji w Europie, firmy będą musiały bardzo dużo uprawnień dokupywać i w tym momencie ich produkt, po doliczeniu w koszty ceny uprawnienia, będzie na tyle wysoki, że przemysł ten będzie przegrywał z konkurencją, szczególnie z towarami spoza Europy. Bo jeśli nie ma tam wymogu kupowania uprawnień, ich produkty będą tańsze, stąd potentaci będą mogli zalać nasz rynek tańszymi produktami. Nie możemy już ustanawiać ceł zaporowych, nie jesteśmy gospodarką autarkiczną.
        Drugi aspekt problemu wiąże sie z tym, że cena energii będzie na tyle wysoka, że również generować będzie wysokie koszty, szczególnie w branżach energochłonnych. Z tego względu może nie udać się ulokowanie produkcji na rynku. Wiemy, że koncerny międzynarodowe w takiej sytuacji będą skłonne przenosić swą produkcję do krajów tańszych. Może na razie nie do Afryki, bo jest tam teraz niespokojnie, ale do Chin, Indii i krajów Dalekiego Wschodu. Powstała już wspólnotowa lista branż i sektorów, które mogą być narażone właśnie na ucieczkę emisji. Lista jest bardzo obszerna (fragmenty publikujemy obok – BC), a będzie uzupełniana i korygowana.

Wszyscy spekulują ostatnio na temat ceny uprawnień. Czy pana zdaniem można je chociaż w przybliżeniu oszacować?
        Oczywiście ceny mogą być różne. Sufitem, mówiąc obrazowo, jest wysokość kary za nieposiadanie uprawnień do emisji, czyli 100 euro. Ostatnio ceny uprawnień oscylują wokół 15 euro, przy czym skrajne kalkulacje szacują, że cena może wynieść 30 - 40 euro. Ale są też eksperci, którzy twierdzą, że będzie kosztowało 60 euro. Dlatego jest to dziś po prostu wróżenie z fusów.
        Mogą się zdarzyć różne sytuacje. Niektóre branże mogą na przykład uznać, że warto z węgla przejść na gaz, a więc wtedy będą potrzebowały mniej uprawnień, mniejszy będzie popyt na nie, więc cena może być także niższa.

Z tego wynika, że konieczność zakupu uprawnień do emisji może wnieść spore zmiany w gospodarce…
      Już widzimy, że kwestia CO2 staje się elementem gry gospodarczej, a niekoniecznie gry ekologicznej. Do celu, jakim jest obniżanie emisji, można byłoby w różny sposób dochodzić. Szczególnie jeśli wiadomo, że bazą do przydziałów będą wskaźniki i to te „ekologicznie” najlepsze, wtedy pojawia się pytanie: jeżeli ktoś jest tak dobry, dlaczego ma jeszcze dodatkowo kupować uprawnienia. Mogę mieć supernowoczesną technologię, a i tak mogę przegrać z układem międzynarodowym.I nie wiem, czy przy projektowaniu systemu na lata 2013-2020 brano to pod uwagę?

Czy są to już kwestie definitywnie przesądzone? Może da się jeszcze coś zmienić?
        Nie można wykluczyć pewnych zmian, ale dzisiaj tak wygląda prawo i zobowiązani jesteśmy do jego wdrożenia. Z systemem tym jest pewien kłopot, bo jakby rozbudował się on sam w sobie. Niektórym krajom utrudnia życie. Są kraje, którym wolumen ETS-u jest na poziomie 25-30 proc. W przypadku Polski jest to ponad 60 procent krajowej emisji CO2.

No cóż, jeśli gospodarka oparta jest na węglu…
         Można jednak zastanawiać się, czy nie za szybko chcemy wprowadzać zmiany i zmieniać źródła energii na mniej emisyjne. Gdyby pozostawiono na to więcej czasu, gdyby perspektywa tych działań mogła być dłuższa, byłoby nam łatwiej. Proszę zauważyć, że do systemu nabywania uprawnień do emisji, począwszy od 2005 roku wciąż coś się dokłada. W 2012 r. zostanie do niego włączone lotnictwo. A w 2013 r. będzie obejmował już dodatkowe branże. A wszystko to stało się w ciągu zaledwie 8 lat. W czasie prezydencji francuskiej, kiedy zaczęto formułować koncepcję „Pakietu energetyczno-klimatycznego 3x20”, wszystko nabrało tempa.

Wszystko wskazuje jednak na to, że pakiet nie będzie łagodniejszy, a wręcz przeciwnie pojawiają się koncepcje zaostrzenia go…
        I tu znów nasuwa się pytanie, jakim i czyim kosztem, w jaki sposób i jak zachowa się rynek światowy. Gdyby wszystkie kraje były nim objęte, wtedy będzie dobrze. Kiedy jednak obejmuje się nim wybiórczo tylko niektóre kraje, które na to się godzą, wtedy można zastanawiać się, czy system ETS przyniesie oczekiwany efekt. Oczywistym jest, że emisja CO2 będzie dużo niższa. Tylko czy gospodarka wytrzyma tę ścieżkę. W niektórych branżach po roku 1990 także, choć z innych względów, przeżywaliśmy załamania. Niektóre branże, jak na przykład przemysł włókienniczy, już nam się w ogóle nie odnowią.

Na co przeznaczone mają być dochody, jakie będzie miał budżet z nabywania przez firmy uprawnień. Mówi się nawet o kwocie rzędu 7,5 mld zł.
       Zapisy dyrektywy, która reguluje sprzedaż uprawnień na aukcji, mówią, że pieniądze te są przychodami budżetu państwa, ale co najmniej połowa środków uzyskanych z aukcji ma wrócić na inwestycje związane z dalszą redukcją gazów cieplarnianych, czyli modernizacją gospodarki w kierunku proefektywnościowym, w kierunku gospodarki niskowęglowej. Chodzi tu także o zmniejszenie energochłonności. W zależności od tego, ile będzie derogacji, ile darmowych uprawnień dla instalacji, które objęte zostaną  systemem przeciwdziałania ucieczce emisji, wtedy będziemy wiedzieli, ile będzie się sprzedawało uprawnień na aukcjach.

•  Na koniec znów pytanie o ceny, tym razem energii elektrycznej. Czy odbiorcy energii, a więc firmy i przysłowiowy Kowalski, będą ponosili koszty nabywania uprawnień? Bo cena energii zapewne z tego powodu wzrośnie?
       Niestety tak, bo kupowanie uprawnień będzie dla firm kosztem, który zostanie przeniesiony na odbiorcę. Wszystkie działania związane z ochroną środowiska kosztują, także te związane z nabywaniem uprawnień do emisji CO2.

•  Czy rynek handlu uprawnieniami funkcjonuje tak jak powinien? Tego typu handlem zajęły się wyspecjalizowane firmy, fundusze inwestycyjne, domy maklerskie. Czy pojawiają się może jakieś zagrożenia, manipulacje?
       Nie sądzę. Rynek ten funkcjonuje i nie mamy niepokojących sygnałów. Koncerny energetyczne skomasowały sobie tę działalność. Niektóre koncerny mają wyspecjalizowane firmy, na konta których przenoszą swoje uprawnienia, a potem wracają one na konta w ilości potrzebnej do rozliczenia emisji rocznej CO2. Handel uprawnieniami też stał się już normalnym biznesem. W skali Europy na rynku tym działa 12 tys. podmiotów, w Polsce jest około 900 operatorów.

Czy po atakach na europejskie serwery i kradzieżach uprawnień, a w związku z tym przestojach w handlu, sytuacja wróciła do normy?
        Powoli wraca. Poszczególne kraje, w tym Polska, przeprowadziły odpowiednie testy po to, by stwierdzić, czy nasz krajowy system jest bezpieczny. Zresztą decyzję o czasowym zablokowaniu polskiego rejestru podjęliśmy w KASHUE o 10 godzin wcześniej niż taką decyzję podjęła Komisja Europejska. Specjaliści od włamań, czyli mówiąc obrazowo „hakerzy”, badają, czy nasz system jest bezpieczny. Upraszczając sprawę, próbują na różne sposoby włamać się do systemu, aby sprawdzić, czy jest to w ogóle możliwe. Będziemy zresztą rutynowo powtarzać specjalne testy, które mają chronić system. Komisja Europejska wprowadzi zapewne dodatkowe zabezpieczenia.

Pojawiają się opinie, że system handlu uprawnieniami wymaga dogłębnego przemyślenia, bo dzisiaj stwarza niepotrzebne ryzyko, jak stwierdził podczas jednej z konferencji prezes Towarowej Giełdy Energii.
       Trudno domyślić się, o jakie ryzyko chodzi. Zawsze istnieje ryzyko, że cena towaru będzie za wysoka, a w związku z tym, że istnieje ryzyko ucieczki emisji, iż zmniejszone zostanie zapotrzebowanie. Z kolei w „Polityce energetycznej Polski do roku 2030” mówi się o wzroście zapotrzebowania na energię. Kwestią otwartą jest więc, czy prognoza jest prawdziwa, a także, jaki będzie nasz mix energetyczny, z jakich źródeł zapewnimy dostawy energii i wreszcie, ile będzie trzeba kupować uprawnień.

Stawiane są też pytania natury zasadniczej, czyli o efekty systemu handlu uprawnieniami.
        Emisja CO2 w Polsce generalnie spada. Natomiast można postawić pytanie, jaką część tego efektu można przypisać systemowi handlu uprawnieniami. Dzisiaj nie da się na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, bo po drodze mieliśmy kryzys, a więc w niektórych branżach nastąpiło załamanie produkcji. W takim momencie oczywiście emisja natychmiast spada, ale bardzo trudno jest ocenić, w jakim stopniu spadła i z jakich powodów poza oczywistym wynikającym ze spadku produkcji. W przypadku Polski ponad połowa uprawnień, jaka przydzielana jest w Krajowym Planie Inwestycyjnym, to uprawnienia dla energetyki. W 2009 roku nastąpił około 4. procentowy spadek produkcji energii, więc emisja była mniejsza. Natomiast w ubiegłym 2010 roku produkcja wzrosła, lecz raport o tym, w jakim stopniu zmieniła się emisja - dowiemy się w kwietniu.

Rozmawiała Barbara Cieszewska

Wywiad został opublikowany w magazynie "ECiZ" nr 3/2011

źrodło fot.: Andrzej Juchniewicz

 

 

 

 

 

 


 

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ