Partner serwisu
01 lipca 2014

Wakacje 2014 ANTE PORTAS. Felieton sardoniczny

Kategoria: Felietony

Czy obecna sytuacja polityczna Europy, co ma związek również z bezpieczeństwem energetycznym Świata Zachodniego, nie przypomina trochę tych historycznych sytuacji sprzed 2270 lat?

Wakacje 2014 ANTE PORTAS. Felieton sardoniczny

Kiedyś Republika Rzymska, tak jak teraz syta Europa, wiodła spokojne życie w swych stolicach, choć niekoniecznie spokój panował w całym ówczesnym świecie. Od czasu do czasu również Rzym na swoich rubieżach toczył wojny. Przykładowo na Sycylii i otaczających ją morzach toczyła się pierwsza wojna punicka. Było to w latach 264-241 p.n.e., wystarczająco daleko od centrum, aby obywatele mieszkający w stolicy nie musieli odczuwać strachu o własne życie. Następna wojna, 23 lata później, z tym samym przeciwnikiem, zwana drugą wojną punicką, toczyła się już na obszarze niemal całego wybrzeża zachodniej części Morza Śródziemnego, w szczególności w Italii. W czasie tej trwającej 17 lat wojnie groza zajrzała w oczy już samemu Rzymowi. Hannibal, który przekroczył Alpy ze swoimi wojskami, częściowo posługując się słoniami, wzbudził przerażenie Rzymian i temu momentowi zawdzięczamy to słynne, okropne dla stolicy słowa: HANNIBAL ANTE PORTAS (Hannibal u wrót).

Rzym w ostateczności odniósł zwycięstwo nad Kartaginą w tej wyniszczającej wojnie o prymat nad ówczesnym światem. Kartagina stanowiła jednak w dalszym ciągu zagrożenie i dlatego w jeszcze jednej wojnie, po 50 latach, ostatecznie zburzono ją (raz na zawsze). Wydawało się, że to była wojna tej lepszej (w swojej oczywiście i późniejszych historyków opinii) części świata, czytaj według współczesnej retoryki: Świata Zachodniego, z tą gorszą częścią (Kartagina to dzisiejsza Tunezja), według dzisiejszej retoryki: Świata Wschodu. Słynne powiedzenie Katona kończące każdą jego wypowiedź w senacie: Ceterum censeo Carthaginem esse delendam (A ponadto Kartaginę należy zburzyć) świadczy o obsesji polityków na punkcie swoich wrogów i chęci ostatecznego „dobicia watahy”.

Czy obecna sytuacja polityczna Europy, co ma związek również z bezpieczeństwem energetycznym Świata Zachodniego, nie przypomina trochę tych historycznych sytuacji sprzed 2270 lat? Ktoś zabiera teraz coś Ukrainie. Ktoś zabrał Polsce 75 lat temu Gdańsk, Czechom Sudety czy Zaolzie. To przecież daleko, i nie boli. Nic się nie dzieje. Jeśli jednak przepływ gazu energetycznego i tego do produkcji nawozów można odciąć, to od razu Hannibal Ante Portas. Budujemy wtedy sojusze ponadpaństwowe, szermujemy pojęciami rodem z retoryki wojennej. Panowie (i Panie), wszystko już było. Nie ma potrzeby, by Kartaginę teraz zburzyć. Nie te czasy. Trzeba rozmawiać i szukać kompromisów. Trzeba bronić sąsiada, bo to może być niebezpieczny dla realiów politycznych precedens. Ale niech on również się sam broni i nie składa broni, tak jak to zrobiła cała dywizja powietrzno-desantowa z obawy przed zielonymi ludzikami.

Volenti non fit iniuria (Chcącemu nie dzieje się krzywda). Realizm, ale i uznanie, że czerwona linia jednak istnieje. Nazywa się ona suwerenność kraju. Unia Europejska to na szczęście konfederacja a nie federacja, do której jeszcze nie dorośliśmy. Niech zmiany przychodzą powoli, Europa zdąży swoje osiągnąć; pracą, nauką, technologią, patriotyzmem gospodarczym, a nie tylko bezkrytycznym pędem do globalizacji, gdzie 95% ludzi pracuje na 5% beneficjentów. To są sprawy istotne a nie emocje, czy w związku z zagrożeniem energetycznym Polacy mogą liczyć na jakieś posady w Brukseli,czym pasjonuje się prasa.

Rozpisałem się bardziej o polityce niż o energetyce, ale to się z sobą wiąże. Może i dobrze, że w tym zamieszaniu coraz więcej polityków uważa, że co jak co, ale w energetyce samo nic się nie zrobi. Może ktoś zrozumie, że PGE S.A., największy nasz podmiot energetyczny mający zadania i w zakresie nowych mocy, mocy do zmodernizowania, realizujący cele Państwa w zakresie energetyki atomowej, nie powinien oddawać tych tak bardzo potrzebnych mu pieniędzy w postaci 2 mld zł dywidendy. Państwu zawsze łatwiej pożyczyć na swoje cele pieniądze niż podmiotowi gospodarczemu. W konsekwencji, biorąc pod uwagę, że ekonomia to w jakiejś swej części system naczyń połączonych, nie opłaca się „okradać do zera swoich”. Tym gorzkim sardonicznym uśmiechem kończę i do po wakacji.

Jerzy Łaskawiec
Wrocław, 11 czerwca 2014

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ