Partner serwisu

RELACJA

Kategoria: V Konferencja Remonty i Utrzymanie Ruchu w Energetyce

O remontach i utrzymaniu ruchu dyskutowano w Licheniu 14-15 listopada 2012 już po raz piąty. Tegoroczna konferencja zgromadziła rekordową liczbę uczestników – ponad 240 osób wzięło udział w dyskusjach, które toczyły się nie tylko na sali obrad, ale również przy stoiskach prezentujących się firm i na wieczornym spotkaniu w stylu Jamesa Bonda.

RELACJA

 Od awarii do awarii?

    – Słyszałem ostatnio opinię, że w elektrowniach remontów się nie robi, bo się nie opłaca. Jedziemy "ile się da", a później to i tak ubezpieczyciel zapłaci – rozpoczął dyskusję podczas V Konferencji Naukowo-Technicznej Remonty i Utrzymanie Ruchu w Energetyce prowadzący debatę Mariusz Pawlak, dyrektor z Instytutu Energetyki Oddział Techniki Cieplnej ITC w Łodzi.

    Przedstawiciele firm energetycznych zaprzeczyli temu stwierdzeniu: – Każde przedsiębiorstwo ma określone cele pracy, produkcji i na tle tej produkcji utrzymanie zdolności swoich jednostek. Żeby utrzymać sprawność, trzeba te jednostki modernizować, konserwować, remontować – rozpoczął Maciej Olbrych, dyrektor ds. koordynacji remontów i zarządzania majątkiem ZE PAK S.A. – Nie jest tak, że nie remontuje się i czeka na awarie. Polityka remontowa jest planowa, przewiduje się określoną żywotność jednostki i przychodzi w końcu taki czas, gdy remontować się nie opłaca. Warto to wyburzyć i postawić nową jednostkę – sprawniejszą i bardziej oszczędną. Remonty i modernizacje są planowane – nie robi się tego od awarii do awarii – kontynuował.

    Z Maciejem Olbrychem zgodził się Maciej Jakiel z Dalkia Polska. – Nasza filozofia jest podobna do tej prezentowanej przez ZE PAK. Istotna jest kwestia zbilansowania potrzeb i ryzyka. Trzeba znaleźć optimum między nakładami inwestycyjnymi, wynikiem finansowym przedsiębiorstwa, bezpieczeństwem, które powinno zawsze stać na pierwszym miejscu, oraz zadowoleniem klienta. Politykę remontową trzeba "szyć" pod konkretny projekt – zauważył.

    Stwierdzenie, że elektrownie zaniedbują prace remontowe, obalił przedstawiciel PGNiG TERMIKA: – Padła tutaj taka teza, że nie remontujemy. Ale przecież połowa prezentacji, która poprzedzała tę debatę, pokazywała, jak przedłużać żywotność, jak podnosić dyspozycyjność – zauważył Mariusz Grochowski, dyrektor Pionu Produkcji, członek zarządu PGNiG TERMIKA. – Może to wygląda poniekąd, że nie remontujemy. Remontujemy, ale zupełnie inaczej, bardziej przemyślanie, mądrze. Opieramy się na badaniach statystycznych, mamy wiedzę, kiedy jest duże prawdopodobieństwo awarii danego urządzenia – dodał.

Przegląd, remont średni, remont kapitalny?

    Prof. Andrzej Błaszczyk z Politechniki Łódzkiej odwołał się do podejścia do prac remontowych, jakie było standardem w przeszłości: – Dawniej mówiło się o cyklach remontowych: co roku przegląd, co 2 lata remont średni, co 4 lata remont kapitalny. Budziło to wiele wątpliwości, bo zaczynało za dużo kosztować. Natomiast moje doświadczenie wskazuje na to, że wtedy tych awarii mieliśmy zdecydowanie mniej – mówił.

    Sensowności tego podejścia nie widzi Mariusz Grochowski: – Jeżeli spojrzymy tutaj na pewną politykę: utrzymanie, diagnostyka – wszystko się zgadza, ale właściwa przede wszystkim jest segmentacja majątku – pomyślenie, co tak naprawdę jest kołem zamachowym danego przedsiębiorstwa, prawidłowa definicja obszarów ryzyka i remontowanie nie według starej listy: że co roku należało zrobić to, to i to. Nie. Tak naprawdę badanie wpływu danych elementów i ryzyka wystąpienia awarii, i dopiero później remontowanie. Jeżeli połączy się to z czasookresem, ale nie wynikającym z kalendarza, ale z rzeczywistej pracy danego urządzenia – dopiero wtedy mówimy o nakładach remontowych, które są naprawdę jakimś wynikiem – wyjaśniał.

Luka pokoleniowa

    Prof. Andrzej Błaszczyk zwrócił uwagę na jeszcze jeden mankament związany z remontami i utrzymaniem ruchu w energetyce: – Druga sprawa dotyczy luki pokoleniowej. Gdy wchodziliśmy w swoją działalność, dużo uczyliśmy się od inspektorów. W tej chwili większość tych ludzi jest już na zasłużonej emeryturze, natomiast wielu młodych inspektorów prosi nas o udział w opracowaniu SIWZ-u – wskazywał przedstawiciel Politechniki Łódzkiej.

    – To nie jest tylko luka pokoleniowa, wynikająca z wykształcenia, z wiedzy, z wieku. Ona wynika też z charakteru pracy, bo wszystko się zmieniło. Kiedyś w elektrowni czy elektrociepłowni były dostępne wszystkie schematy, instrukcje, rysunki techniczne, miejscowe służby mogły wszystko odtworzyć. Te czasy już minęły. Przyjeżdża urządzenie gotowe, producent za chwilę puka do drzwi, oferując usługę serwisową za pewną kwotę, w określonych godzinach pracy to realizuje. Jeżeli ktoś myśli, że wykona wszystko własnymi siłami, nieraz się oszuka, bo za chwilę usłyszy, że straci gwarancję  – kontynuował temat Mariusz Grochowski z PGNiG TERMIKA.

    Zmianę podejścia w podejmowaniu decyzji o remontach pochwalił Jan Wędzonka, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Usługowo-Produkcyjnego ELTUR-SERWIS: – Nastąpiła pewna hierarchizacja. Najpierw wykonuje się to, co jest szczególnie ważne, później prace mniej istotne. Wydaje się to logiczne, ale dawniej nie było tak oczywiste – mówił.

Od utrzymania do inwestycji

    Waldemar Głąbiński, prezes zarządu El Pak, zwrócił uwagę na kolejność podejmowanych prac: – Patrząc na tytuł konferencji, zmieniłbym kolejność, czyli najpierw utrzymanie ruchu, a później remonty. Ściśle współpracujemy z ZE PAK-iem przy utrzymaniu ruchu i na bazie bieżącej pracy na obiektach, interwencji, które nie są jeszcze warunkowane jako czynności związane z gospodarką remontową, zbieramy systematycznie dane, które są podstawą do wyciągania wniosków jeżeli chodzi o względy eksploatacyjne, interwencje czy kwestie planowych działań remontowych – opowiadał.

    Przytaknął mu przedstawiciel PGNiG TERMIKA: – Zgadzam się z panem prezesem Głąbińskim, który wspomniał: utrzymanie, remonty, później modernizacje i inwestycje na samym końcu – powiedział.

    A Jarosław Dymała z Pak Serwis dodał: – To, że elektrownie ociągają się z modernizacjami, to dla takiej firmy jak moja nie jest źle. Utrzymujemy ruch w elektrowniach i dzięki temu możemy utrzymywać sporą załogę – stwierdził.

Producent może dopomóc

    W czasie debaty nie zabrakło głosów publiczności. Jeden z nich należał do Grzegorza Pakuły z Grupy Powen – Wafapomp SA: – Producenci są stosunkowo mało zaangażowani w prace remontowe. To jest jeszcze relikt socjalizmu. Mimo wszystko producent urządzenia ma sporo tutaj do podpowiedzenia  – zauważył. A prowadzący debatę Mariusz Pawlak pośpieszył z odpowiedzią, z czego wynikać może zastana sytuacja: – Często mamy do czynienia z syndromem drukarki atramentowej. Drukarka kosztuje 200 zł, a komplet tuszy 500 – zakończył.

Joanna Jaśkowska

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ